SamurajMedia.pl

Wsiadłem do tramwaju i poczułem, że ktoś mi wkłada telefon do kieszeni. To nie złodziej, a ssacz energii, czyli prawdziwa plaga w roku 2032…


To jest nowa seria technologiczna, ale pisana nieco inaczej, wyjaśnienie na końcu.


 – Cześć, włożysz mój telefon do kieszeni? Proszę, zostało mi 3 procent baterii, a zapomniałem naładować bluzy.

 – No dobra, ale tylko na chwilę. Zużyły mi się panele słoneczne w kapturze i nie mam pełnego akumulatora.


Jeśli ta rozmowa wydaje Wam się nieco dziwna, musicie wiedzieć, że jest obecnie rok 2032 i praktycznie każdy ciuch ma w sobie powerbanka. Mimo wielu zapewnień producentów, nie było żadnego przełomu w dziedzinie baterii i telefony nadal pracują nie więcej niż jeden dzień. Pewnym ratunkiem jest to, że większość nastolatków ma ze sobą dwa urządzenia, ale korzysta z nich tak intensywnie, że często już w południe zaczynają się domagać podłączenia do prądu. 

Smartfony stały się również mniej wytrzymałe i średni czas wymiany urządzenia spadł do jakiegoś roku. Po tym czasie ogniwo jest tak zużyte (przez bardzo często i niesamowicie szybkie ładowanie), że nie nadaje się do niczego. Przełom w tej dziedzinie jest cały czas zapowiadany… ale pewnie nigdy nie nastąpi. Plusem sytuacji jest to, że producenci mogli pozwolić sobie na obniżenie cen telefonów, gdyż są one tak często wymieniane, że i tak zarabiają na nich krocie. 

Musicie również wiedzieć, że niemal wszystkie bluzy, kurtki i spodnie mają wszyte ogniwa, dzięki którym można naładować telefon. Nie są to potężne akumulatory, ale na 1-2 pełne ładowania starczają. Dodatkowo, niektóre z nich mają panele słoneczne, przez co ciągle napełniają się energią. Oczywiście sukcesy święci ładowanie indukcyjne, dzięki czemu telefon wystarczy włożyć do kieszeni i sam zacznie pobierać energię (nawet budżetowce mają już to rozwiązanie). 


 – Ej, wczoraj znowu wpadłem na „ssacza”! Jechałem tramwajem od Półwiejskiej i oczywiście ścisk jak cholera. Nagle poczułem, że ktoś mi grzebie w kieszeni. Rozglądam się i nic, każdy łeb w swoją stronę i spokój, więc olałem i słucham dalej muzy. Po chwili znów poczułem jakby ktoś mi wkładał coś do kieszeni i przyłapałem gościa! Włożył mi swój telefon, a gdy się do niego odwróciłem to powiedział, żebym mu dał podładować chociaż z 10 procent, bo mu się kurtka zepsuła. Czaisz to?

 – No i co zrobiłeś? Strzeliłeś mu?!

 – Nie no, bez przesady, nie jestem przecież patusem. Krzyknąłem na cały tramwaj, żeby przestał mi ssać… energię i ogólnie była straszna beka. Cały tramwaj zaczął ryć ze śmiechu! Potem wrzucę Ci linka, już widziałem to na YouTubie!

 – No ale jak na YouTubie? Jak ktoś to zdążył nagrać, przecież to musiała być chwila?

 – Aaa, widzę że Ty to już z tydzień nie wchodziłeś na popularne filmiki. Nowy kanał powstał, banda ziomeczków jeździ tramwajami i autobusami i cały czas nagrywa. Non stop mają włączone smartfony i czekają właśnie na takie chwile, a potem jeb do sieci i hajs się zgadza. Mają już milion subów i to od tygodnia! Obczaj sobie PatoTramwaj!

 – Tydzień człowieka nie ma na sieci i już nie ogarniam co się dzieje. #MASAKRA


W tym miejscu warto zrobić krótką przerwę, ponieważ zapewne dla wielu z Was to co przeczytaliście jest kompletnie oderwaną od jakiegokolwiek realizmu wizją świata. Otóż, wszelkie żarty i zachowania patologiczne, mające na celu poniżenie drugiej osoby regularnie zyskiwały na popularności, aż stały się standardowym materiałem, który zobaczycie nie tylko w sieci, ale i wielu telewizjach. 

Za to ubrania z powerbankami to żadna nowość. Takie ciuchy już istnieją, a rozwój ładowania bezprzewodowego oraz coraz większa pogoń za energią (i zwiększaniem liczby urządzeń, które jej potrzebują) sprawiły, że rynek odzieżowy musiał się dostosować do panujących zasad. Najpierw powstawały pojedyncze kolekcje z takimi możliwościami, ale dość szybko stało się to standardem.


#TBM, czyli Tech Bon Mot to seria opowiadań, w których technologia – czy to współczesna czy moja wizja na jej przyszłość – stanowi główny motor napędowy wydarzeń bohaterów. W tych tekstach zamierzam zastanowić się nad tym, w którym kierunku będą zmierzać rozwiązania, które dziś dopiero raczkują lub takie, o których jeszcze nawet nie myśleliśmy. Bon mot to według Słownika Języka Polskiego „zwięzłe, trafne, często dowcipne powiedzenie”, czyli coś, co zamierzam tutaj osiągnąć. 

 Czy się uda? Zobaczymy, a tymczasem dajcie znać co sądzicie o tej serii oraz o rozwiązaniu opisanym w tej historii.

Zdjęcie: PEXELS

Bloguję od kilku lat, a po licznych perypetiach i dziesiątkach blogów zostałem Szklanym Samurajem. Piszę tu głównie o smartfonach, ale i inne technologiczne tematy nie są mi straszne.

Next Post