SamurajMedia.pl

Czytasz go latami, jego teksty zawsze trafiały w punkt i potrafiły poprawić Ci humor na resztę dnia. A teraz? Skończył się! Chcesz wiedzieć dlaczego?

Każdy bloger prędzej czy później się kończy. Jeśli pisze w sieci odpowiednio długo, robi to podczas swojej internetowej kariery nawet kilkanaście razy. Nie ma w tym nic dziwnego, taka jest naturalna kolej rzeczy. Ja również nie raz się kończyłem i mogę Ci wytłumaczyć czemu niewiele to zmieniło w moim pisaniu. Mam nawet dwie wersje, a pierwsza jest dla ludzi, którzy na widok kilkuset literek mdleją.

Wersja krótka:

Bo sam tego chciał!

Wersja dłuższa:

Sam jestem blogerem od ponad 3 lat i nie raz skończyłem się albo widziałem jak robili to inni twórcy internetowi. O części rzeczywiście można tak powiedzieć, ponieważ po prostu przestali pisać. Tutaj chyba nie trzeba tłumaczyć już nic więcej. Z drugiej strony są blogerzy, którzy się skończyli, ale nadal prowadzą swoje blogi i to często z dużymi sukcesami. Jak to możliwe?

Kiedy bloger się skończył?

Oczywiście to czytelnicy są wyznacznikiem popularności blogera, ich liczba oraz zaangażowanie (w dużym uproszczeniu). Jeśli jest ich dużo, to znaczy, że bloger daleko jest od skończenia się. Niestety nie każdy czytelni zdaje sobie z tego sprawę.

Bardzo często zauważam to w przypadku, gdy twórca chce spróbować czegoś nowego. Rozbudowanie tematyki przeważnie skutkuje świetnymi reakcjami czytelników, ale niemal zawsze znajdzie się garstka, która powie, że dany bloger właśnie się skończył. Wystarczy, że zrobi coś trochę innego, niż to do czego przyzwyczajał swoich odbiorców.

Dzieje się tak, ponieważ czytelnik przychodzi na danego bloga po konkretną treść, ale zamiast niej otrzymuje coś innego. Przez to czuje się niekomfortowo, więc stara się przekazać swoje uczucia w komentarzach. Stwierdzenie „skończył się” jest najprostszym wyborem. Nieważne, że oprócz niego jest także kilka tysięcy ludzi, którzy rozpływają się nad poszerzeniem tematyki i zgodnie twierdzą, że to jeden z lepszych wpisów danego autora.

A może poszedł inną drogą?

Tutaj chciałbym przejść do następnego punktu, czyli tego, że ja również przestałem czytać wielu blogerów. Po prostu przestali oni trafiać w mój gust. Co ciekawe, wielu z nich radzi sobie lepiej niż kiedykolwiek, mimo tego, że ja zaglądam do nich tylko czasami. To jest dokładnie taka sama sytuacja jak wyżej, tylko ja inaczej to nazywam. Dla mnie dany bloger się nie skończył, tylko nasze drogi się rozeszły. Kiedyś mogłem czytać go godzinami, a teraz do mnie nie trafia. To nie znaczy od razu, że pisze gorzej. Po prostu tematyka przestała mi odpowiadać i odszedłem, ale w żadnym wypadku on się nie skończył.

Czy to źle?

Moim zdaniem nie. Powiem więcej, tak było, jest i będzie. Widzę to po sobie, ponieważ osoby, które kiedyś były moimi stałymi czytelnikami, teraz na bloga nie wchodzą miesiącami. Ani oni, ani ja nie zrobiłem niczego złego, po prostu zaczęliśmy interesować się innymi rzeczami. Zła w tym wszystkim – jak w większości spraw – jest jedynie głupota nielicznych. Niektórzy czytelnicy zamiast po prostu odejść lub napisać konstruktywną krytykę chcą wymusić na autorze powrót do poprzedniego stanu. Nie istotne jest dla nich, że zachowują się przy tym jak rozwydrzone dzieci w sklepie, które chcą czekoladę, chociaż jedną przez chwilą zjadły.

Co więcej w prawdziwym życiu jest dokładnie tak samo. Zastanów się z iloma ludźmi nie utrzymujesz kontaktu, chociaż kiedyś nie było dnia, żebyście nie zamienili paru słów? Ja znam wiele takich osób. Kiedyś byli moimi przyjaciółmi, ale w pewnym momencie nasze drogi się rozeszły i kontakt się urwał. Teraz spotykam ich raz na kilka miesięcy i zawsze obiecujemy sobie, że wyskoczymy na jakąś Colę, chociaż dobrze wiemy, że to nigdy nie nastąpi. To przeważnie nie jest niczyja wina. Czasem najzwyczajniej drogi dwóch osób się rozchodzą. Nawet jeśli to był bardzo dobry przyjaciel… lub wierny czytelnik.


A jeśli wpis Ci się spodobał i chcesz być na bieżąco to zostaw lajka. Dzięki!


Zdjęcie: gratisography.com

Bloguję od kilku lat, a po licznych perypetiach i dziesiątkach blogów zostałem Szklanym Samurajem. Piszę tu głównie o smartfonach, ale i inne technologiczne tematy nie są mi straszne.

Next Post