Bloger lub redaktor – nazwa nieważna – liczy się tylko, że dla wielu jest to praca idealna. A co ważne nie jest ona taka trudna i niemal każdy może żyć z pisania w sieci.  

Cofnijmy się najpierw o kilka lat. W czasy gdy waga nie pokazywała mi 3 cyfr, a moje najambitniejsze teksty w sieci to twórcze statusy na GG lub niezbyt inteligentne wpisy na forach tematycznych. Oprócz pisania tych głupot czytałem bardzo dużo czasopism, głównie o grach. Królował wtedy CD-Action. Po pewnym czasie to nie teksty, ale osoby za nimi stojące była dla mnie najistotniejsze. Uwielbiałem tych ludzi, chociaż znałem ich tylko z pseudonimu. Byli dla mnie ucieleśnieniem fajności, kimś kto swoimi słowami może poruszyć setki, jak nie tysiące ludzi. Nie zawsze się z nimi zgadzałem, czasem twierdziłem, że piszą głupoty, ale czytałem. Nie będę Wam ściemniać, że od zawsze moim marzeniem było zostać jednym z nich, bo nie było. Uwielbiałem te osoby, ale nie widziałem się wśród nich. To były byty niemal tak odległe jak gwiazdy z telewizji. I tak było przez wiele lat.

Potem poznałem pierwsze blogi. I to wydarzenie zmieniło mój pogląd na redaktorów o 180 stopni. Z jednej strony blogerzy byli bardzo do nich podobni, ale przeważnie to nie byli dziennikarze z wieloletnim doświadczenie tylko zwykli ludzie, którzy przelewali na łamy „internetowego pamiętniczka” swoje przemyślenia i wiedzę. Nie minęło dużo czasu i ja też postanowiłem spróbować. W końcu jestem tak ciekawą osobą, że na pewno każdego będzie to interesować. No cóż, rzeczywistość jest nieco brutalniejsza. Pisałem sobie przez jakiś czas bez większych sukcesów czy pomysłów na rozwój, ale potem nastąpił przełom w mojej blogowej karierze.

Kupiłem sobie telefon – Samsung Omnia M. Smartfon jak smartfon, niczego nie urywał już w tamtym czasie, ale miał system Windows Phone, który nadal był ciekawostką. Napisałem recenzję i się przyjęła, a potem dostałem ofertę przedruku na portal o tym systemie i się zgodziłem (no co, głupi byłem). Zacząłem aktywnie śledzić społeczność skupioną wokół tej platformy i w końcu wciągnąłem się na tyle, że sam założyłem takiego bloga. On już dawno nie istnieje, ale mogę Wam z tego miejsca powiedzieć, że Mobilne Okienka mają szanse na powrót. Jeszcze nie teraz i pewnie nie w nadchodzących miesiącach, ale mam taki pomysł gdzieś z tyłu głowy. Istotne jest to, że po jakimś czasie powstał Nerdzik i nie był to tylko mój blogasek, ale pisało u mnie kilka osób. Normalnie redakcja pełną gębą i teraz jego rolę przejął Szklany Samuraj, chociaż tam jestem sam.

Pisanie zabierało mi coraz więcej czasu i nie ukrywam, że wciągnęło mnie niesamowicie. Postanowiłem spróbować pisać u kogoś, już za pieniądze. Chciałem tak zarabiać na życie, bo pisanie stało się moja pasją. Jak wiecie udało mi się i przewinąłem się przez kilka świetnych miejsc. Aktualnie bycie redaktorem jest moją pracą na pełen etat. Dlatego postanowiłem przygotować dla Was kilka porad jeśli również chcecie iść podobną drogą co ja.

pisanie (1)

1. Stwórz sobie CV

Praca redaktora jest w wielu kwestiach taka sama jak każda inna. A jeśli się szuka pracy to najistotniejsze jest to czy się w ogóle do niej nadajemy. Ja nie wiedziałem czy będę dobrym redaktorem, dlatego przed pierwszą poważna pracą zdobyłem trochę doświadczenia. Na początku były to moje blogi, ale równie dobrze możemy pisać u kogoś hobbystycznie i za darmo. Sam teraz nie poszedłbym już na takie coś, ale znam wiele osób, które zaczynały tworzenie swojego CV od pisania u kogoś. To jest ważne, ponieważ szukając pracy to właśnie Wasze teksty w sieci będą najlepiej o Was świadczyć. To dużo istotniejsze niż wyszczególnione pozycje w tabelce gdzie i kiedy się pracowało. Dzięki temu kilka możliwości pracy dostałem od ręki, a jedna sama do mnie przyszła, chociaż jej nie szukałem. Moje teksty pokazywały, że warto na mnie postawić.

2. Staż? Spoko

Staż czy nie staż? Trudne pytanie i nie jestem w stanie odpowiedzieć na nie idealnie. Ja zaczynałem swoją przygodę z pisaniem u kogoś od darmowego stażu (miesięcznego) i obietnicy, że jak będzie wszystko śmigać to dostaną pracę. Dla jednych to mało, dla innych świetna szansa. Ja spróbowałem i się nie zawiodłem. Potem już (niemal) zawsze pisałem za pieniądze, nawet jak był to okres próbny. Wam mogę jedynie doradzić, że sensowny staż z realną szansą zatrudnienia nie jest złym początkiem.

3. Odrzucili Cię? Spróbuj za jakiś czas

Nie warto się zrażać jeśli ktoś nas odrzuci. Raz miałem taką sytuację, że spróbowałem, ale zostałem odrzucony. Po kilkunastu miesiącach spróbowałem swoich sił jeszcze raz i dostałem tę pracę. Nie żałuję pierwszej próby, ale po czasie mogę powiedzieć, że były dla mnie za wysokie progi. Ważne, że potem zdobyłem sporo doświadczenia, podniosłem swoją wiedzę i poprawiłem warsztat. Przy drugiej próbie dostałem tą pracę bez większego problemu.

4. Dokształcaj się

I tu przechodzimy do punktu, który wynika z poprzednich. Patrząc na moje pierwsze wpisy oraz te dzisiejsze mogę śmiało powiedzieć, że poczyniłem ogromny postęp. Oczywiście nadal się uczę i czeka mnie sporo pracy, ale jestem dużo lepszym redaktorem niż na początku. Zaczynałem od newsów, a teraz piszę również felietony, robię testy czy analizuję sytuację na rynku. Analitykiem nie jestem, ale tysiące przeczytanych i napisanych tekstów dają mi wiedzę, dzięki której mogę tworzyć nie tylko odtwórcze wpisy, ale również znajdować w nich drugie dno. Kształcenie w tej branży jest o tyle ważne, że jeszcze kilka miesięcy temu niektórych tekstów bym nie napisał. Zmieniło się to, ponieważ nie raz i nie dwa siedziałem po nocach czytając zagraniczne fachowe teksty, dzięki którym zwiększałem swoją wiedzę.

5. Nie bądź redaktorem, bądź blogerem

Tutaj jedna z najważniejszych rad, którą piszę również dla siebie. Czasem zdarza mi się zapominać o tym, że jestem przede wszystkim blogerem, a nie panem redaktorem i krótkie newsy mają bardzo mało mojego zdania. To źle i chcę to zmieniać. Moim celem jest być wyrazistą osobą w sieci, z którą nie każdy będzie się zgadzać, ale większość będzie chciała mnie wysłuchać. Staram się pisać zawsze wyraziście, czasem może nawet przesadzam z moją opinią, ale wolę być takim twórcą, niż nijakim newsmanem, którego nikt nie zna. Wy też starajcie się pisać wyraziście, ponieważ to nie tylko się dużo lepiej czyta, ale świadczy o Waszej wiedzy i kompetencji. Napisać bezosobowy tekst nie jest trudno, ale wyciągnięcie odpowiednich wniosków i zrozumienie szerszego kontekstu opisywanego tematu to już wyższa szkoła jazdy. Warto próbować być wyrazistym twórcą, a docenią to czytelnicy, przełożeni i inni blogerzy/redaktorzy.

Jeśli będziecie stosować się do moich rad i nie zapragnie Wam samozaparcia to jestem przekonany, że możecie być świetnymi redaktorami piszącymi o technologiach. Zapewne w innych branżach również się dobrze sprawdzicie, ale nie chcę pisać o czymś, jeśli sam na tym nie zjadłem zębów.

Zanim przejdę do zakończenia chciałbym odpowiedzieć na jeszcze jedno ważne pytanie, które słyszałem dziesiątki razy. Niemal za każdym razem gdy z kimś rozmawiałem o założeniu bloga czy takiej pracy to słyszałem, że dana osoba nie umie pisać. Powiedzieć Wam coś w tajemnicy? Ja też nie umiem! Jeśli jakiś mój tekst Wam się spodobał to znaczy, że jest on owocem tych kilku lat doświadczenia i pracy nad sobą, a nie przebłyskiem geniuszu. Ja nie mam talentu, ale staram się wyciągać wszystko co mogę ze swoich umiejętności. Podobnie jest z nauką języków, nawet bez smykałki do tego może świetnie nauczyć się chińskiego, hiszpańskiego czy rosyjskiego.

Sam czuję się bardziej blogerem niż dziennikarzem czy redaktorem, ale rozumiem, jeśli ktoś tak będzie kategoryzował moją pracę. No i to jest niezwykle miłe uczucie, gdy ktoś napisał do mnie Panie Redaktorze. Chyba wtedy po raz pierwszy poczułem się jak twórca treści z prawdziwego zdarzenia. Ktoś kogo ludzie szanują i lubią (lub nienawidzą, z tym to różnie bywa). W mojej głowie pojawiła się wtedy myśl, że jestem takim samym redaktorem jak Ci ludzie, których ja czytałem i podziwiałem za młodu. Uczucie, że jest się jednym z nich jest świetne, a dyskusje jakie wywołują moje teksty są bardzo budujące.

Dlatego polecam Wam spróbować swoich sił w pisaniu jeśli Was to w jakimś stopniu kręci. Nawet bez wiedzy, umiejętności czy talentu można wiele osiągnąć i mam nadzieję, że ja za kilka lat będę tego świetnym przykładem. I Wy też!


Zdjęcie: Jonathan Kimunsplash.com