Dwa świecące punkty to były jego oczy. Nienaturalne, zimne i przeszywające oczy, od których przechodził mnie dreszcz. Widziałem je codziennie…

Dzień jak co dzień. 5 rano, ja jadę do pracy swoim stary wysłużonym Fiatem. Już dawno powinienem go zmienić, bo coraz częściej uruchomienie go z samego rana jest iście Syzyfową pracą, ale lubię go. To w nim poznałem dziewczynę, która smacznie sobie śpi, gdy ja wstaję do pracy. Sentymenty mnie kiedyś zgubią, ale traktuję go jak starego przyjaciela. Zmienię go za jakiś czas, może gdy rodzina mi się powiększy, ale jeszcze nie teraz.

 – Co to jest? – Rozmyślania nad tym czy lepiej zainwestować w nowszy model Fiata czy może zdecydować się na niemiecką solidność przerwał mi mały błysk w lusterku. Szybko spojrzałem i zobaczyłem dwa świecące punkty. Wyglądały jak oczy jakiegoś zwierzęcia, ale były dość wysoko. Zawsze byłem kiepski z oceniania wysokości czy odległości na oko, ale dałbym ze dwa metry. Jeleń?

Mrugnąłem oczami, a te dwa świecące punkty zamiast zniknąć z zasięgu mojego wzoru ciągle tam były. Nie mam pojęcia jak to możliwe, ponieważ jechałem dość szybko i po kilku sekundach nie powinienem ich już widzieć, ale one tam były. Mrugnąłem znowu i dopiero zniknęły.

Pewnie coś mi się przywidziało albo jakieś stado saren postanowiło poszukać czegoś do jedzenie przy ulicy. Póki nie wchodzą na ulicę to niech sobie szukają. Czasem sam coś wywalam przez okno gdy wracam z pracy i nie mam czasu tego zjeść. Nie ma co się nad tym zastanawiać, mam jeszcze kilka kilometrów do pracy.

Znów zacząłem rozmyślać, ale tym razem moją głową zaprzątały myśli o tym co dzisiaj czeka mnie w ciągu tych 8 godzin. Pewnie zastanawiałbym się tak do końca mojej podróży, ale oczy znów się pojawiły. Tym razem przede mną.

Zobaczyłem je na poboczu. Nie widziałem jeszcze żadnej postaci, jakby były zawieszone w powietrzu. Odruchowo sprawdziłem czy drzwi są zamknięte. Nie jestem bojaźliwy, ale w tych dwóch świecących punktach było coś przerażająco. Czułem dreszcze, a w głowie zaczęły mi się pojawiać horrory, które ostatnio oglądałem. Moja przeklęta wybujała wyobraźnia zawsze w takich sytuacjach tworzyła niestworzone historie i sam się nakręcałem, chociaż nigdy nie ma na co. Do oczu zostało mi jeszcze ze 150 metrów, a ja nadal widziałem tylko dwa świecące punkty. Włączyłem długie.

Na poboczu stała ubrana na czarno postać. Stała przez chwilę nieruchomo, ale po chwili zaczęła się ruszać i weszła na ulicę. Cały czas spoglądała na mnie tymi swoimi oczami, a ja nawet długimi światłami nie mogłem zobaczyć co ma jeszcze pod kapturem. Byłem już bardzo blisko i postanowiłem, że nie mam zamiaru sprawdzać czego ten ktoś ode mnie chce. Nie zwalniając minąłem go na drodze i zobaczyłem w lusterku, że ta postać patrzy na mnie nieruchomo tymi swoimi oczkami.

 – Samobójca jakiś albo cholera wie kto. – Pomyślałem i podniosłem telefon, żeby zadzwonić na policję. Kto wie czy inni zdążą go wyminąć. Stukając w ekran mojego telefonu jeszcze raz spojrzałem za siebie. Znów zobaczyłem tą postać.

Ona siedziała na tylnym siedzeniu…


 – Aaaa! – Obudziłem się z krzykiem. Byłem cały zlany zimnym potem, a obok mnie siedziała moja żona, która wyglądają na bardzo przestraszoną.

 – Co się stało Kochanie? Znów ten sam koszmar? – Ona wiedziała co mi się śniło. Dzień w dzień mam ten sam sen. Od pół roku niemal za każdym razem budzę się z krzykiem i jedynie bardzo mocne tabletki nasenne pomagają, ale nie mogę ich brać codziennie. – Zaraz Ci zrobię dobre śniadanie i herbatę, szybko o tym zapomnisz.

Nie zapomnę. Nie mogę zapomnieć, ponieważ wiem czemu śnią mi się te koszmary. Wszystko zaczęło się dnia, w którym pierwszy raz je zobaczyłem.

Jestem dziennikarzem, a właściwie to odpowiadam za aktualności w lokalnej gazecie, więc moja praca jest bardzo mechaniczna. Sprawdzam co się dzieje, opisuje i tyle. Żadnego w tym polotu, praca jak praca. Dlatego pewnego dnia postanowiłem, że chce robić coś więcej i poprosiłem szefa o możliwość napisania czegoś dłuższego niż wyniki lokalnej drużyny piłkarskiej. Zgodził się. Bardzo nam tego brakowało, a reszta redakcji już tak się zasiedziała na stołkach, że zapomnieli co znaczy słowo kreatywność.

Postanowiłem napisać serię artykułów o starych budynkach w naszym mieście. Jest ich kilka i w większości stoi za nimi jakaś ciekawa historia. Pomysł się spodobał, więc ruszyłem do akcji. Wziąłem ze sobą naszego redakcyjnego fotografa, który jeszcze miał w sobie odrobinę chęci do zrobienia czegoś nowego i wszystko układało się idealnie.

Po 3 tekstach z tego cyklu mogłem stwierdzić jedno, mieszkańcy go uwielbiali. Zawsze opisywałem historię budynków, przeprowadzałem wywiady z żyjącymi mieszkańcami i starałem znaleźć coś, o czym nie wiedziała większość ludzi w moim mieście. Nic dziwnego, że zebraliśmy bardzo pozytywne opinie od ludzi i naczelny nie wyobrażał sobie, żebyśmy mogli to przerwać. My też tego nie chcieliśmy, aż do felernego poniedziałku.

Coś jest nie tak w tych poniedziałkach, chociaż ja wtedy przyszedłem do pracy w świetnym nastroju. Miałem zaplanowane wyjście do starego magazynu, który od 30 lat świecił pustkami, ale kiedyś pracowało w nim pół miasta. Został zamknięty, ponieważ firma robiąca ubrania, do której należał splajtowała. Dzień od początku był bardzo standardowy. Najpierw kilka szybkich wywiadów z byłymi pracownikami, potem załatwiliśmy klucze do bramy od stróża i można ruszać na sesje foto.

Była jak dobrze pamiętam godzina 18, więc już trochę szaro na zewnątrz. Dla nas to nawet lepiej, ponieważ wtedy zdjęcia mają taka aurę tajemniczości. Zaczęliśmy chodzić i szukać dobrych miejsc na fotki. Ja przy okazji patrzyłem na wszystkie pomieszczenia i starałem się wyobrazić sobie jak to mogło wyglądać te 30-40 lat temu. Trafiłem na takich rozmówców, że nie było to trudne i dzięki mojej wyobraźni szybko przeniosłem się w tamte czasy. Muszę przyznać, ze ten spory budynek w latach swojej świetności robił na pewno ogromne wrażenie. Wtem usłyszałem jakiś hałas w jednym z pomieszczeń. Fotograf był trochę z tyłu, ale również szedł w moim kierunku.

Wszedłem tam i zobaczyłem postać cała ubraną na czarno. Spodnie, bluza z kapturem, rękawiczki i buty. Wszystko było czarne. Mocno się przeraziłem, ale nie to było najgorsze. Spojrzałem kawałek dalej i moim oczom ukazała się dziewczynka. Na oko mogła mieć z 10 lub 11 lat. Leżała w kałuży swojej krwi, a jej głowa była nienaturalnie wykręcona do tyłu. Po chwili doszło do mnie, że to co brałem za czarny kolor na rękach była naprawdę ciemną czerwienią. To był morderca, a ja nie wiedziałem co zrobić. On się odwrócił.

Spod kaptura widać było tylko dwa świecące punkty, jego oczy. Dwa świetliki, które sprawiły, że nie mogłem się ani ruszyć, ani nic powiedzieć. Patrzyłem na niego nieruchomo, a on wlepiał we mnie te swoje nienaturalne gały. Chociaż nie widziałem jego twarzy mógłbym przysiąc, że się uśmiechnął.

Na szczęście w drzwiach pojawił się fotograf, co chyba uratowało moje życie. On stał tak jeszcze przez chwilę, a potem szybko uciekł w przeciwnym kierunku. Nie goniliśmy go, staliśmy tak jeszcze za dwie minuty i nie wiedzieliśmy co zrobić. Dziewczynka już nie żyła, miała skręcony kark.

Po chwili wezwaliśmy policję, która przyjechała bardzo szybko. Zebrała ślady i wszczęła śledztwo, które oczywiście nie przyniosło żadnych rezultatów. My przerwaliśmy nasz projekt z pisaniem o starych budynkach. Ja wróciłem do regularnego stukania w klawiaturę o rzeczach, które mnie nie interesują i od tamtej pory codziennie widzę tą postać w swoich snach. Sen jest zawsze taki sam. Nic nie mogę w nim zmienić. Zacząłem zażywać leki uspokajające i czasem jest lepiej, ale nigdy nie trwa to dłużej niż kilka dni.

W mojej głowie ciągle widzę te oczy.

I czasem tę dziewczynkę.


Jeśli nie wiesz o co chodzi o już tłumaczę. Jakiś czas temu obiecałem, że na blogu będą pojawiać się tygodnie tematyczne i to jest pierwszy z nich. Polega to na tym, że codziennie będziesz mógł przeczytać nowy tekst na jakiś konkretny temat, tym razem postawiłem na horrory. Wszystkie wpisy z tej serii znajdziesz tu: #TydzieńHorrorów.

A jeśli ten wpis Ci się spodobał to daj mu lajka i podziel się z nim ze znajomymi. Dla Ciebie to chwila, a dla mnie to znak, że warto pisać podobne teksty. Nie obrażę się też jeśli zostaniesz ze mną na dłużej i zagościsz na moim FP:


Zdjęcie: Alan