SamurajMedia.pl

LG G7 ThinQ to niesamowicie solidny smartfon, ale czy to jest jedyna jego zaleta? Czy wśród konkurencji jest chociaż jeden wyróżnik przemawiający za jego zakupem?

Z LG przez dłuższy czas jakoś niespecjalnie było mi po drodze. W 2015 roku sprawdziłem model G3, ale potem kontakt się urwał i dopiero rok temu udało mi się przetestować X Power oraz Q6. Niestety coś znowu nie zaiskrzyło, gdyż na kolejnego LG-ka musiałem trochę poczekać.

Ciężko powiedzieć czemu tak się stało. Bardzo możliwe, że było w tym sporo mojej winy, ponieważ modele tej drugiej koreańskiej firmy (przepraszam fanów LG, czasem będę używać takiego określenia) nie rozgrzały mojego technologicznego serca i jakoś nie spieszyło mi się z wyrwaniem czegoś nowego na testy. No cóż, teraz postanowiłem podejść do tematu na świeżo, a miałem do tego wyborną sytuację, gdyż w moje ręce trafił G7 ThinQ.

Czy ten model zmienił moje nastawienie do tej firmy? Przekonajmy się!

LG G7 ThinQ bardzo walczył, żeby pokazać się z najlepszej strony!

I to już od pierwszej chwili, ponieważ G7 wydał mi się niezwykle lekki, a przy tym bardzo dobrze wykonany. Szczerze mówiąc jego waga jest dość standardowa – 162 gramy – ale nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że ten telefon waży dużo mniej niż konkurenci. Możliwe, że spowodowała to między innymi Xperia XZ2 Compact (podczas testów to ona spoczywała w drugiej kieszeni), która niby jest tylko kilka gramów ciężka – waży 168 gramów – ale jest dużo mniejsza i bardziej „napuchnięta”. Tak ogólnie to wagowo jest w normie, ale musiałem podzielić się tym wrażeniem.

Podczas testów cały czas z tyłu głowy miałem informację, że oprócz oklepanego już IP68, LG G7 ma również certyfikat MIL-STD-810G. Oznacza to tyle, że smartfon jest odporny nie tylko na różne temperatury i warunki atmosferyczne, ale także na upadki z maksymalnie 1,2 metra. Oczywiście nie sprawdzałem tego, ale jest to atut, który czasem może się przydać. Nie oszukujmy się, moim prywatnym telefonom zdarza się czasem bliżej spotkać z jakąś powierzchnią, więc każda drobnostka, która sprawi, że nie dostanę zawału, jest jak najbardziej na plus.

Certyfikat MIL-STD-810G nie jest dla mnie kluczowy, ale to całkiem miły dodatek!

Skoro jesteśmy już przy zewnętrznych walorach tego urządzenia, nie mogę nie wspomnieć o tym, że jest to po prostu solidnie wykonany sprzęt. Nawet gdybym chciał, to nie miałbym jak  się do tego przyczepić.

Ciężko również szukać jakiś wad jeśli chodzi o kwestie wizualne. LG G7 ThinQ (pozwolicie, że czasem będę odpuszczać sobie to „ThinQ”? Nie piszę tego pod wyszukiwarki, a samo „G7” starczy!) to cholernie standardowy telefon. Jest całkiem spory (dla mnie, dla większości użytkowników będzie odpowiedni), ale ma małe ramki i jest dość wąski. No i nie zabrakło notcha. Ja nie znalazłem żadnego elementu, który by mnie odrzucił (oczywiście pomijając notcha, ale cóż, taki mamy klimat), ale jednocześnie nic mnie specjalnie nie zachwyciło.

U siebie jestem, więc wierszówki nie muszę wyrabiać – wizualnie jest spoko, ale bez szału.

Czuję się w obowiązku wspomnieć jeszcze o panelu, który w tym modelu został wykonany w technologii IPS. Niby to gorzej niż OLED, a te w przypadku LG są zarezerwowane dla serii V, ale z drugiej strony, ja lubię dobre LCD-ki. Ten w G7 ma fajne kolory i kąty widzenia, a przy okazji jest bardzo jasny, dzięki czemu nawet słoneczne dni Wam nie straszne.

Mam wrażenie, że czepianie się IPS-ów to trochę sztuka, dla sztuki, ponieważ patrząc przez pryzmat przeciętnego zjadacza chleba, nie ma większej różnicy między dobrą matrycą tego typu, a OLED-em. Tak, blogerzy i maniacy od razu zobaczą, który jest który, ja też dałbym radę, ale dla Kowalskiego spod piątki to nie będzie miało znaczenia.

Ponadto możliwe, że między innymi właśnie dzięki temu, seria G tak szybko traci na wartości. Dla nas, użytkowników nie ma nic lepszego, jak świetny flagowiec, który w kilka miesięcy po premierze kosztuje zauważalnie mniej. Ja jestem gotowy na taki kompromis, szczególnie że panel w G7 jest po prostu bardzo dobry.

Plusem jest Always on Display, czyli powiadomienia na zablokowanym ekranie. Uwielbiam te funkcję! W tym przypadku musicie pamiętać, że to nie ekran OLED, więc nie będzie ona aż tak energooszczędna.

Twardziel na zewnątrz, a co w środku?

Tutaj również jest dobrze, co bardzo cieszy, ponieważ istotną wadą LG G6 był zeszłoroczny procesor. Koreańczycy pokazali nowy model, wycenili go podobnie jak konkurencja swoje zabawki, ale jednak zaproponowali coś gorszego. To bez wątpienia nie była dobra strategia i jak widać wyciągnięto z tego wnioski.

Model G7 ma Snapdragona 845 i 4 GB pamięci RAM, czyli całkiem fajny zestaw, nawet dla wymagających użytkowników.

W skrócie oznacza to, że nie za bardzo mam co napisać o działaniu tego smartfona, ponieważ było po prostu dobrze i tyle. Żadnych zacięć nie zauważyłem.

Dużo więcej „ale” mam do nakładki, która w moim prywatnym rankingu na „najbrzydszą nakładką na Androida” zdobywa bez żadnych przeszkód pierwsze miejsce. Oczywiście jestem niesamowicie rzetelnym i konkretnym blogerem, więc nie zrobiłem żadnych zrzutów ekranów, przez co nie mogę Wam pokazać jak prezentuje się Android w wykonaniu LG. W tym przypadku muszę Was po prostu odesłać do innych recenzji, ale ja oczywiście dorzucę kilka słów od siebie.

No więc (wiem, nie powinno się tak zaczynać zdania, ale sprawdziłem w słowniku i nie jest to niepoprawna forma) nakładka systemowa tej drugiej koreańskiej firmy prezentuje się moim zdaniem archaicznie, jakby projektanci zatrzymali się w rozwoju kilka wersji systemu Google’a temu. Wiem, że to mogą być tylko moje, dziwne uprzedzenia, ale rozwiązanie LG mnie po prostu odrzuca i tyle. Nie jestem w stanie tego wytłumaczyć dobitniej, dlatego polecam Wam pobawienie się tym smartfonem chwilę w sklepie lub u kogoś.

Czas pracy jest całkowicie standardowy, czyli mi G7 starczał na dzień, ani więcej, ani mniej.

Aaa! Prawie zapomniałbym wspomnieć, że ten model ma mini jacka oraz sporo funkcji audio. Jeśli muzyka jest dla Was kluczowa, to macie tutaj mocnego zawodnika przy szukaniu czegoś dla siebie. Jedynym minusem jest głośnik mono, fajny, ale jednak tylko jeden.

Aparat – jest szeroko!

Hmm… ciężko jest mi jednoznacznie ocenić aparat w LG G7 ThinQ. Z jednej strony bardzo się z nim polubiłem, ponieważ fotki na telefonie wyglądają po prostu dobrze. Nawet gdybym chciał, to niespecjalnie mogłem się do nich przyczepić. Z drugiej strony przeglądając je potem na większym ekranie, zacząłem zauważać, że jednak nie jest idealnie. Podobnie miałem w przypadku Asusa Zenfone’a 5.

Nie są to jakieś wielkie zarzuty, ponieważ mam wrażenie, że czasem brakuje im trochę światła lub ostrości, ale poza tym jest bardzo OK. Zresztą, sami zobaczcie:

W LG G7 szczerze urzekł mnie za to drugi aparat, czyli ten z obiektywem szerokokątnym. Tak, wiem, że nie jest już tak szeroko jak w poprzednikach, ale nadal jest lepiej niż u konkurencji, a przy okazji fotki zrobione w tym trybie nie różnią się znacząco jakościowo od tych zrobionych głównym aparatem:

No i na koniec macie mnie, nadal brzydki:

Podsumowanie!

Hmm… Gdy odesłałem LG G7 ThinQ to nie poczułem jakiegoś specjalnego smutku, ale gdy był on ze mną, to sprawnie i przyjemnie towarzyszył mi w codziennych zadaniach. Model ten jest pod większością względów jak najbardziej OK, a kilka elementów – jak chociażby szeroki kąt, który ja bardzo polubiłem – sprawiają, że warto wziąć go pod uwagę.

Problemem koreańskiej firmy jest jednak to, że ich flagowce często wchodzą na rynek w zbliżonych cenach co urządzenia konkurencji, a ciężko jest powiedzieć czemu to właśnie na nie warto postawić. Produkty LG są za to istnym mistrzostwem świata w kwestii tracenia na wartości i tak jak dla producenta nie jest to coś pozytywnego, tak dla nas już tak. Sam bardzo często doradzam innym przy wyborze nowego telefonu i muszę przyznać, że przez długi czas model G6 był niesamowicie łakomym kąskiem.

Wierzę, że z G7 ThinQ może być dokładnie tak samo!

Po prostu trzeba zaczekać aż jego cena zejdzie poniżej dwóch tysięcy (teraz to ok. 2500 zł) i wtedy śmiało można wydać na niego swoje pieniądze. Do tego czasu, ja nie widzę niczego, co przekonałoby mnie do wyboru właśnie tego modelu, a nie produktów konkurencji.

Brzmi to nieco pesymistycznie, dlatego muszę dodać, że G7 to nadal bardzo solidny smartfon, ale to tylko bardzo solidny smartfon…

Bloguję od kilku lat, a po licznych perypetiach i dziesiątkach blogów zostałem Szklanym Samurajem. Piszę tu głównie o smartfonach, ale i inne technologiczne tematy nie są mi straszne.

Next Post