SamurajMedia.pl

Niektórzy myślą, że blogerzy to tylko robią zdjęcia i czasem coś napiszą, a tak to odpoczywają i liczą pieniądze. No cóż, nie do końca i tym wpisem pokażę Wam jak to naprawdę wygląda. 

Ostatnio przeczytałem w komentarzach, że chcielibyście dowiedzieć się jak wygląda mój dzień jako blogera. Wydaje mi się to całkiem fajny pomysł, ale żeby odpowiedzieć Wam w pełni rzetelnie, muszę ten wpis podzielić na dwie części.

Życie blogera… na pełen etat!

Niektórzy z Was wiedzą, że przez ponad 2 lata pracowałem jako bloger na pełen etat. Zaczynałem od GSMManiaka, a swoją karierę zakończyłem na Komórkomanii (oczywiście po drodze było jeszcze kilka innych redakcji, jak chociażby AppManiak, SwiatAndroid, Tabletowo czy AntyWeb). Dość długo walczyłem o realizację swoich marzeń w taki sposób, ale w końcu się poddałem. Dziś nie powiem Wam dlaczego, ale opiszę Wam mój dzień. Pod lupę wezmę ten z Komórkomanii, ponieważ dopiero wtedy wyrobiłem sobie pewne nawyki.

Tutaj również muszę zrobić pewne rozgraniczenie, ponieważ szukałem dla siebie najlepszego rozwiązania i z czasem zmieniałem tryb pracy. Istotne jest to, że byłem umówiony na 3 teksty i taki dzień chcę Wam przedstawiać, ale musicie też wiedzieć, że niekiedy wyglądało to zgoła inaczej.

Tryb nocno-popołudniowy

Przeważnie pracowałem w ciągu dnia, czasem dopisując coś nocami. To miało swoje plusy, ponieważ wysypiałem się dużo lepiej niż moi znajomi, a jednocześnie miałem dość sporo wolnego. Wstawałem między 9, a 10, potem siadałem i pisałem. Niekiedy zajmowało mi to 5-6 godzin, a innym razem kończyłem po dwóch. Zdarzało się siedzieć dłużej, ale wieczory mogłem poświęcić na zupełnie inne rzeczy.

Tryb poranny

W pewnym momencie stwierdziłem, że chciałbym mieć jeszcze więcej wolnego czasu dla siebie w ciągu dnia, więc zmieniłem swój tryb życia. Wstawałem między 6, a 7 i potem pracowałem przez kilka godzin. Zdarzało się, że o 10 byłem wolny.

Dzień blogera często jest kompletnie inny niż dzień wcześniej

No właśnie, standardowa praca nie była specjalnie czasochłonna, ale jako bloger musiałem non stop trzymać rękę na pulsie, co oznaczało, że niektóre dni wyglądały zupełnie inaczej. Jeśli pod wieczór były jakieś wydarzenia to często siadałem do komputera dużo później, np. o 15-18.

Przy naprawdę dużych imprezach (targach technologicznych) wstawałem z samego rana, jadłem śniadanie, pisałem, wydawałem stronę główną, pisałem, wydawałem stronę główną, pisałem i szedłem spać. Tak, zdarzały się dni (i to zawsze kilka pod rząd), że praktycznie nie odchodziłem od komputera na dłużej niż do toalety. Cóż, takie życie.

Życie blogera… pracującego gdzieś indziej na pełen etat!

W pewnym momencie odszedłem z pracy jako bloger i stwierdziłem, że nie chcę już tak żyć. Złożyło się na to kilka czynników, których jak pozwolicie nie będę omawiać na forum publicznym. Ogólnie bardzo cenię sobie doświadczenie zdobyte w redakcjach, często przydaje mi się do poprawiania jakości swojego bloga.

Po rzuceniu pracy blogera, szukałem czegoś bardziej offline i po różnych perypetiach znalazłem miejsce, w którym jestem do dzisiaj. Obecnie pracuję na pełen etat, od 9:30 do 21. To sporo, ale mam dzięki temu więcej dni wolnych, w których mogę napisać, chociaż z tym różnie bywa.

Dzień pracy

Jeśli idę do pracy to automatycznie nie mam zbyt wiele czasu, żeby zrobić coś na blogu. Rano nie ma siły, żebym wstał, więc w ciągu dnia wrzucam coś na Instagrama/Fanpage (jeśli sytuacja pozwala), a ewentualnie wieczorem robię nieco więcej.

Nie jest to jednak takie łatwe, ponieważ w domu jestem między 21:30, a 22:00 i blog przeważnie nie jest priorytetem. Najczęściej chcę po prostu odpocząć, a poza tym coś zjeść, obejrzeć czy chociażby spędzić chwilę czasu z bliskimi. Wtedy też mam chwilę na sprawdzenie maili czy powiadomień z portali społecznościowych. Jeśli mam jeszcze siłę, siadam do pisania i dłubię sobie jakiś tekst. Czasem zaczynam o 23, czasem o 2, różnie z tym bywa.

Nie chcę się skarżyć, ponieważ lubię swoje obecne życie, ale dość regularnie zdarza mi się zasypiać między 2, a 4… mimo tego, że na drugi dzień znów idę do pracy na ponad 11 godzin. Cóż, zbudowanie czegoś większego w sieci wymaga poświęceń.

Dzień wolny

Dziś akurat mam dzień wolny. Jest 16:04, a ja dopiero zacząłem pisać.

Możecie myśleć, że pewnie obudziłem się pół godziny temu, ale na nogach jestem mniej więcej od 10:00 (tak, wiem, późno, ale musiałem odespać poprzedni tydzień). Udało mi się załatwić kilka rzeczy na mieście, sprawdziłem maila (+ odpowiedziałem na wszystkie zaległe), opublikowałem coś na socialach i zaplanowałem działania na resztę dnia, a także chwilę się poobijałem. W moich planach mam jeszcze zrobienie obiadu… no i dalsze działania w sieci.

Chcę skończyć ten wpis, sprawdzić/poprawić jeden napisany nie przeze mnie, ustrzelić kilka zdjęć smartfonów oraz słuchawek, które już kilka dni u mnie leżą i może zacznę jeszcze jeden tekst. Mam też kilka innych internetowych planów, ale już teraz wiem, że raczej nie znajdę chwili, żeby je ruszyć.

Dni wolne za każdym razem wyglądają zupełnie inaczej, ale zawsze staram się wyrwać chociaż dwie godziny na blogowanie. Czasem mi się to udaje, często nawet na to nie mam czasu… więc i tak siedzę po nocach.

Życie blogera bez tajemnic

Moje obecne życie jest podzielone na dni, w których pracuję oraz te „wolne”. Zawsze staram się coś zrobić przy blogu, chociaż często nie jest to pisanie tekstów, a jakieś rzeczy poboczne. Ogólnie poświęcam temu bardzo dużo czasu, a w głowie mam jeszcze kilka projektów, więc raczej to się nie zmieni w najbliższych tygodniach.

Wydaje mi się, że dość dokładnie opisałem jak wygląda moja codzienność, ale oczywiście możecie zadawać pytania i jeśli coś pominąłem, chętnie odpowiem w komentarzach.


Zdjęcie: rawpixel (Unsplash)

Bloguję od kilku lat, a po licznych perypetiach i dziesiątkach blogów zostałem Szklanym Samurajem. Piszę tu głównie o smartfonach, ale i inne technologiczne tematy nie są mi straszne.

Next Post