SamurajMedia.pl

W niedzielę spełniłem jedno ze swoich marzeń. Usiadłem za kierownicą Nissana GTR-a i to było straszne!

Możecie tego nie wiedzieć, ale wręcz ubóstwiam filmy z serii Szybcy i Wściekli. Pierwsze części widziałem jakieś milion razy, a i pewnie jeszcze nie raz je zobaczę. Tak, zdaję sobie sprawę, że z roku na rok są coraz głupsze i bardziej oderwane od rzeczywistości, ale kompletnie mi to nie przeszkadza. Doskonale zdaje sobie sprawę czego mogę od nich oczekiwać, a z tego wywiązują się wręcz śpiewająco.

Wraz z tą kinową miłością, pojawiła się jeszcze jedna, motoryzacyjna – Nissan Skyline GTR R34. Ciężko powiedzieć czemu akurat ten model wpadł mi w oko, ale wiem jedno – źle nie wybrałem. To jeden z najbardziej kultowych wozów jakie jeżdżą po tym świecie i kiedyś chciałbym mieć takiego w swoim garażu. Jeśli chodzi o motoryzacyjne marzenia, to jest mój numer jeden.

W niedzielę jednak wsiadłem do numeru dwa:

Nissan GTR!

Nissan GTR jest spadkobiercą legendy Skyline’a i wyśmienicie radzi sobie z tym zadaniem. Gdy tylko pojawił się na rynku, wiedziałem że się sobie spodobamy i kiedyś spotkamy się bliżej. Pierwsza randka miała miejsce w niedzielę i muszę się przyznać, że…

Ten samochód mnie onieśmielił!

To było trochę jak z idealną dziewczyną na pierwszej randce. Myślicie sobie, że jesteście super, a ona okazuje się być jakieś milion razy fajniejsza niż Wy. Wręcz przytłacza Was swoją zajebistością i do domu wracacie z podkulonym ogonem, mając cichą nadzieję, że może jednak dostaniecie drugą szansę.

Trochę tak się czułem, gdy wysiadłem z GTR-a. Prawo jazdy mam już ponad 10 lat i myślałem, że ten Nissan będzie czymś WOW, ale jednak poradzę sobie z nim.

Cóż, nie dałem rady!

Spokojnie, z toru nie wypadłem. Po prostu jego przyspieszenie wgniotło mnie w fotel i dobitnie mi pokazało, że jestem nic nie wartym leszczem, który prawko znalazł w chipsach.

Gdy instruktor powiedział, żeby wcisnął gaz, przez ułamek sekundy poczułem, że nadchodzi coś strasznego, a potem samochód pokazał mi miejsce w szeregu. Przyspieszenie jest wręcz szalone (chciałem użyć tutaj dużo mocniejszego słowa, ale to w końcu kulturalny blog)! Miałem wrażenie jakby ten GTR tylko czekał na chwilę nieuwagi i wtedy pokazałby mi kto nosi spodnie w naszym związku. Dodać muszę, że ręce miałem jak galareta.

To nie wszystko, gdy po pierwszym okrążeniu powiedziałem do instruktora, że to jest potwór, usłyszałem tylko:

 – Ty jeszcze nie wcisnąłeś gazu na maksa.

Ehh… miał rację. Drugi okrążenie pojechałem nieco szybciej, ale bałem się proporcjonalnie mocniej. Tak, to może wydawać się dziwne, ale prowadząc ten samochód, czułem strach i niesamowity respekt dla maszyny. Zdałem sobie też sprawę, że jestem leszczem i zanim kupię sobie takiego Nissana, muszę się sporo nauczyć. Inaczej dodaję tylko do pierwszego drzewa, a to byłoby smutne.

Czuję jednak, że to nie była nasza ostatnia randka…


Za możliwość przejechania się tym potworem dziękuje Joannie (@Ruda_na_102)!

Bloguję od kilku lat, a po licznych perypetiach i dziesiątkach blogów zostałem Szklanym Samurajem. Piszę tu głównie o smartfonach, ale i inne technologiczne tematy nie są mi straszne.

Next Post