Resident Evil: Ostatni Rozdział zapowiadał się na całkiem przyjemny film akcji, ale wyszło źle. W tej produkcji jest skopane chyba wszystko co tylko można.

Nigdy nie byłem fanem serii Resident Evil (ani gier, ani filmów). Wiedziałem o co mniej więcej chodzi i pewnie widziałem któryś z filmów, ale nie było to na tyle ciekawe, żeby zostać na dłużej w mojej głowie. Mimo tego bardzo chciałem wybrać się na Resident Evil: Ostatni Rozdział, ponieważ liczyłem na cholernie dobrą akcję, która przez dwie godziny będzie mnie wgniatać w fotel.

I to się udało, ale nie tak jak chciałem…

Resident Evil sprawił, że nie mogłem ruszyć się z miejsca. Niestety ja się po prostu bałem, że ktoś zobaczy mnie w kinie. Trochę się tego nie spodziewałem, ponieważ początek był bardzo dobry.

Jako osoba, która nie jest fanem serii nie znałem wszystkich smaczków ani szczegółów, więc porządny wstęp był mi potrzebny. Dzięki temu nie byłem kompletnie zielony w temacie i mogłem cieszyć się również fabułą. Znaczy, mógłbym się cieszyć, gdybym znalazł w niej coś ciekawego.

Pierwszym zarzutem jest to, że akcja leci jak szalona i nie ma żadnej konkretniejszej chwili przerwy. Przydałaby się, żeby odpocząć od…

Głupoty w najczystszej postaci!

Historia przedstawiona w filmie jest banalna i tandetna pod bólu. Początkowo stwierdziłem, że nie będę o tym pisać, ale nadrobiłem wszystkie części Resident Evil, więc mogę się wypowiadać. Tak, poświęciłem się dla Was jak jasna cholera i spędziłem niezliczone ilości godzin oglądając te debilizmy. Inaczej nie da się tego nazwać. Jedynie pierwsza część była znośna, a każda kolejna to odgrzewanie kotleta oraz chamskie zapożyczanie z innych produkcji (Pozdro Matrix!).

W Ostatnim Rozdziale fabuła jest słaba, ale to stały punkt całej serii.

To niestety nie wszystko, ponieważ w parze z historią idą także dialogi, które świadczą o braku jakiejkolwiek inteligencji u bohaterów. Często myślałem, że oglądam mocno przesadzoną parodię, a nie prawdziwy film.

To niestety nie koniec mojej tyrady. Ostatni Rozdział to film, który idealnie pokazuje jak głupie decyzje mogą podejmować bohaterowie. Przepraszam bardzo, ale otwieranie bramy dla jednej osoby, narażając przy tym kilkadziesiąt/kilkaset innych to decyzje iście bohaterska, ale i – a może przede wszystkim – bezdennie debilna.

Szkoda, bo liczyłem na nieco doroślejsze kino, a nie głupią bajkę dla dzieci z potworami.

Dowodem na to, że dostałem coś takiego jest chociażby zakończenie. Nie chciałbym Ci tutaj spojlerować finału tego „dzieła”, ale mogę powiedzieć jedno – TANDETA! Szkoda, ponieważ twórcy mogli pójść nieco odważniej, dzięki czemu film byłby doroślejszy.

Chciałbym już skończyć ten tekst, ale muszę napisać jeszcze o sposobie kręcenia walk oraz samych pojedynkach. Moim zdaniem nie mają one większego wyrazu ani polotu. Niby mają pokazywać umiejętności, od których powinienem mieć dreszcze, a tak naprawdę chciało mi się ziewać. Twórcy próbowali uratować to poprzez bardzo duże zbliżenia, co spowodowało, że ledwo tę walkę widziałem.

Czy ten film ma jakiekolwiek zalety?

Widoki czasem były całkiem fajne. Tyle.

I tym mało optymistycznym akcentem zakończmy tę recenzję. Na Resident Evil: Ostatni Rozdział nie warto iść pod żadnym pozorem. Nie warto go nawet ściągać, ani oglądać online. To po prostu film, na który nie warto tracić swojego czasu.