SamurajMedia.pl

Samsung Note 9 to smartfon, który jest niemal idealny, więc czemu nigdy go nie kupię?

Tekst ten nie będzie pełnoprawną recenzją, ponieważ Note’a 9 udało mi się wyrwać tylko na tydzień, co nie jest specjalnie długim okresem. Dlatego nie dziwcie się, że o niektórych elementach najzwyczajniej nie wspomnę. Oznacza to tyle, że po prostu nie sprawdziłem ich na tyle dobrze, żeby móc coś konstruktywnego powiedzieć.

Note 9 to prawdziwy gigant!

Wykonanie Samsung Note’a 9 stoi oczywiście na najwyższym poziomie i pod tym względem nie mogę się do niczego przyczepić. Dużo więcej uwag mam do jego rozmiaru, ponieważ dla mnie on jest ogromny.

Dla szerszego kontekstu, muszę napisać, że taki Samsung Galaxy S9+ jest dość sporym urządzeniem, ale na tyle dobrze wyprofilowanym, że jego obsługa jedną ręką nie jest wyczynem ponad miarę przeciętnego zjadacza chleba. Przy biznesowym flagowcu koreańskiego producenta, tak łatwo już nie jest.

Nie dość, że jest on większy, to jeszcze jest bardziej kanciasty, przez co dużo gorzej trzyma się go w jednej dłoni. Tak, na dole musi być miejsce na rysik, co nieco wyklucza zastosowanie większych zaokrągleń, przez co Samsung musiał pójść na jakiś kompromis. No właśnie, rysik.

Czy rysik wynagradza większą kanciastość?

Z jednej strony można powiedzieć, że Note 9 dużo gorzej leży w ręce, ale z drugiej, zdecydowaną większość rzeczy można zrobić za pomocą rysika, więc czy to nie jest rozwiązanie tego problemu?

Moim zdaniem nie do końca, ponieważ zarówno obsługa dwoma rękami, jak i przy pomocy dłoni i rysika oferuje podobną wygodę. Jest to po prostu urządzenie przeznaczone dla osób, które przez większość czasu mogą pozwolić sobie na używanie dwóch dłoni do jego obsługi. Takie jest przynajmniej moje zdanie.

Co do samego rysika, no cóż, tydzień mi nie wystarczył, żeby się w nim zakochać, ale muszę przyznać, że to jest dodatek, który może przekonać do siebie wielu ludzi. Z racji, że biznesmen ze mnie raczej słaby, używałem go głównie do nawigacji po systemie oraz oglądania filmów. Zastrzeżeń brak, ale nie wiem czy przyzwyczaiłbym się do niego po dłuższym czasie na tyle, żeby używać do priorytetowo. To świetny dodatek, ale dla mnie nadal trochę tajemniczy. Opcja używania go jako pilota jest OK, ale żaden to killer feature.

Musicie wiedzieć, że jestem osobą, która 15 razy sprawdza czy zamknęła drzwi, a gdy już odejdzie to jest w stanie wrócić i sprawdzić to jeszcze 3 razy. No cóż, 2 albo 3 klamki w samochodzie nie urwały się same (o tym Wam opowiem przy innej sytuacji, jak zacznę samochody testować). Dla mnie ten rysik był czymś, co zawsze musiałem sprawdzać po 3 razy i żadne powiadomienie na ekranie, że go brakuje nie byłoby w stanie mi pomóc. Cóż, tak już mam.

Działa i wygląda jak na flagowca przystało!

Już tyle się rozpisałem, a jeszcze nie wspomniałem o jego wyglądzie! Czas to nadrobić.

Note 9 to smartfon, który nie uległ modzie na notcha, przez co już na starcie ma plusa względem wielu konkurencyjnych konstrukcji. Poza tym jest to po prostu bardzo dobrze prezentujące się urządzenia i tyle. Mi udało się wyrwać na testy wariant czarny, ale jakbym miał możliwość wyboru, bez wątpienia postawiłbym na wersję niebieską, która ma żółty rysik. Więcej możecie zobaczyć na zdjęciach w tym wpisie oraz dedykowanym tekście z fotkami.

Jeśli chodzi o wydajność, to co ja mam powiedzieć w przypadku takiego superflagowca? Jest wyśmienicie i tyle. Zastrzeżeń brak.

Ekran <3

Cholernie nadużywam powyższego śródtytułu, ale co mam napisać przy topowym panelu Super AMOLED? Tak, OLED-y mają skłonności do wypalania i nawet tak dobrej klasy wyświetlacz może mieć za jakiś czas ten problem, ale w ciągu dwóch lat raczej to nie nastąpi. Poza tym Koreańczycy są liderem jeśli chodzi o takie panele i to widać.

Ten w Note 9 jest świetny pod każdym względem. Ma szerokie kąty widzenia, bardzo żywe kolory, cholernie głęboką czerń i jest odpowiednio jasny. Nie zapomniano o funkcji „Always On Display”, której jestem ogromnym fanem. W dużym uproszczeniu, są to powiadomienia na zablokowanym ekranie. Dzięki nim nie musimy co chwilę sprawdzać telefonu, ponieważ rzut oka wystarcza, żeby wiedzieć czy ktoś do nas napisał.

Samsung umie w zdjęcia!

Nie skłamię jeśli powiem, że możliwości fotograficzne smartfona są dla mnie priorytetem przy wyborze czegoś nowego. Oczywiście patrzę także na inne cechy, często mógłbym kupić nawet średniaka, ale w nich przeważnie kuleje aparat. Właśnie dlatego celuję raczej w starsze flagowce. Gdybym jednak chciał wydać nieco więcej, to dla aparatu poważnie rozważyłbym Note’a 9!

Zdjęcia zrobione smartfonem Samsunga są szczegółowe, mają naturalne kolory i cechują się odpowiednią jasnością przy nocnych ujęciach. Koreańczycy oferują też wiele fajnych dodatków, jak chociażby zmienną przesłonę, przez co nieco bardziej zaawansowani użytkownicy mogą wyciągnąć z niego jeszcze więcej.

Mówiąc całkiem uczciwie, chciałbym, żeby mój smartfon robił takie zdjęcia, ale ich jakość sami możecie ocenić:

Samsung Note 9 to flagowiec pełną gębą!

Ciężko jest mi obiektywnie skrytykować ten model za coś konkretnego. Tak, cholernie mi nie pasuje jego rozmiar i właśnie przez to (oraz cenę) raczej nigdy nie stanę się jego właścicielem. Tak, w porównaniu do Note’a 8 jest on nudny jak flaki z olejem, ponieważ zmian nie ma wcale tak dużo. Tak, posiadacze S9/S9+ również nie dostaną tutaj niczego przełomowego, więc zmiana byłaby raczej tylko dla rysika.

Tak, to świetny telefon. Zdecydowanie jeden z najlepszych na rynku!

Samsung Note 9 nie jest przeznaczony moim zdaniem dla użytkowników relatywnie nowych smartfonów koreańskiego giganta. Jego zakup powinny rozważyć osoby mają starsze Galaktyki lub urządzenia innych producentów. Dla nich będzie to świetny wybór, który praktycznie nie ma słabych punktów.

No dobra, trochę jest nią cena, która wynosi obecnie niemal 4300 złotych. Warto jednak pamiętać, że Koreańczycy prawie zawsze oferują całkiem niezłe dodatki, przez co sam telefon wychodzi trochę taniej. Poza tym, patrząc na rynek mam wrażenie, że 4000 złotych przestaje być sporym wydatkiem dla maniaków nowych telefonów.

Straszne to czasy, gdy mój samochód jest mnie warty niż nowy telefon…

Bloguję od kilku lat, a po licznych perypetiach i dziesiątkach blogów zostałem Szklanym Samurajem. Piszę tu głównie o smartfonach, ale i inne technologiczne tematy nie są mi straszne.

Next Post