SamurajMedia.pl

Kilka tygodni temu zachorowałem na inteligentne żarówki i stwierdziłem, że muszę sprawdzić czy jest to rozwiązanie dla mnie. Teraz już znam odpowiedź, a wszystko dzięki TP-Linkom LB130.

Jakiś czas temu zainteresowałem się tematem inteligentnych żarówek. Specjalista w tym temacie był ze mnie żaden (teraz w sumie wiele się nie zmieniło), a po szybkich poszukiwaniach wzorem stał się dla mnie TP-Link LB130. Wygląda ciekawie i jest RGB, więc w sumie czego więcej potrzeba do szczęścia?

Pierwsza runda – inteligentne żarówki są takie sobie…

Muszę przyznać, że moje pierwsze wrażenie było takie sobie. Mam takie zboczenie, że lubię mieć w niektórych pomieszczeniach cholernie jasne żarówki i po cichu miałem nadzieję, że inteligentne odpowiedniki będą od nich jeszcze lepsze. Cóż… może nawet i są, ale sama barwa światła jest nieco inna od tego co dobrze znamy i przyzwyczajenie się do tej zmiany zajęło mi kilka dni. Przez ten czas nie byłem do końca zadowolony, ale jednocześnie moim jedynym argumentem było to, że jest „inaczej”.

Mało to rzetelne, więc na początku po prostu przyzwyczajałem się do tego światła i okazjonalnie bawiłem się tymi gadżetami.

Druga runda – jest super!

Moim zdaniem światło – oraz wszystko co z tym związane – przez następne miesiące/lata będzie kluczowe w branży technologicznej. Jest bardziej namacalne niż dźwięk, więc inteligentna żarówka może dużo szybciej trafić do serca przeciętnego zjadacza chleba, niż chociażby głośnik z asystentem głosowym. Może się mylę, ale cóż, zobaczymy.

To przeczucie pchnęło mnie do zainteresowania się takimi gadżetami. Jestem w końcu facetem, czyli z definicji takim dużym dzieckiem, więc co może być zabawniejszego, niż zmienienie oświetlenia na krwisto czerwone?

Po wstępnym oswojeniu zacząłem poznawać tajniki aplikacji KASA for Mobile (Google Play / iOS) – swoją drogą, czemu ta aplikacja nazywa się kasa? – dzięki której możemy sterować naszą namiastką inteligentnego domu i zaczęła się zabawa.

Połączenie z żarówką nie sprawiło mi żadnych problemów. Musiałem jedynie zarejestrować się w aplikacji i podłączyć wszystko do domowej sieci WiFi, ale trwa to tylko chwilę. Potem mogłem zmieniać kolor światła, ustawiać harmonogramy, sprawdzać zużycie prądu czy zapisywać sobie najciekawsze „wzory”. Zabawa jest przednia, ponieważ jednym kliknięciem można ustawić dowolny kolor oświetlenia, więc nasze mieszkanie w ciągu sekundy może stać się całe czerwone. Pomysłów jak można wykorzystać taki gadżet są miliony. Pomyślcie chociażby o spotkaniu z kumplami, randce z ukochaną, przygotowaniu do sesji foto (np. smartfonów!), czytaniu… czy wielu innych. Dzięki możliwości ustawienia harmonogramu, światło może zmieniać się samo wraz z porami dnia, co również jest ciekawą opcją.

Trzecie i finałowe starcie – To ciekawe rozwiązanie, ale…

TP-Link LB130 to żarówki, które pod wieloma względami są świetne. Jeśli akurat szukasz takiego gadżetu do swojego domu, polecam je z pełną odpowiedzialnością.

Ale… No właśnie, zawsze jest jakieś ale, a tutaj znalazłem nawet dwa!

Po pierwsze oprogramowanie można byłoby jeszcze poprawić. Przed chwilę pisałem o tym, że faceci to duże dzieci, więc co może pojawić się w głowie zaraz po wkręceniu żarówki i zainstalowaniu aplikacji? DYSKOTEKA! Szczerze mówiąc, sądziłem że opcja, w której żarówka RGB sama zmienia swój kolor z odpowiednią szybkością to podstawa. Może i jestem dziwny, ale cholernie mi tego brakowało. Tak, zdaję sobie sprawę, że wykorzystywałbym to sporadycznie, ale chciałbym to mieć i tyle!

Drugim z elementów, który mi przeszkadzał są moje przyzwyczajenia. Przez zdecydowaną większość czasu wyłączałem żarówki w sposób tradycyjny, czyli włącznikiem. Gdy wracałem do domu i chciałem je uruchomić przez aplikację to i tak musiałem „odpalić je manualnie”. Problemem było również to, że tylko ja miałem aplikację, więc dziewczyna nie miała jak zmienić sobie barwy światła, gdy mnie nie było w domu. Oczywiście mogłaby ją sobie zainstalować, ale jakoś jej się nie spieszyło.

Tworząc inteligentny dom musiałbym kupić tablet, który byłby centrum dowodzenia.

Podsumowując, żarówki TP-Linka to produkty, które mają tylko jeden brak w oprogramowaniu (dyskoteka musi być!), a poza tym nie znalazłem jakiś większych wad. Do specyficznego światła trzeba się po prostu przyzwyczaić i albo będzie ono Wam odpowiadać, albo niesamowicie będzie Was irytować. Obstawiam, że po kilku dniach przestaniecie dostrzegać różnice, a zaczniecie doceniać zalety. Ja tak właśnie miałem, a na początku byłem mocno sceptyczny.

Jeśli budowałbym inteligentny dom to żarówki TP-Link LB130 byłyby opcją, którą brałbym pod uwagę. Przeszkodą mogłaby być cena, ponieważ aktualnie za jedną sztukę trzeba wyłożyć około 200 złotych. Moim zdaniem dość drogo, ale jeśli udałoby się dorwać jej w jakiejś promocji, to warto skorzystać.

Bloguję od kilku lat, a po licznych perypetiach i dziesiątkach blogów zostałem Szklanym Samurajem. Piszę tu głównie o smartfonach, ale i inne technologiczne tematy nie są mi straszne.

Next Post