SamurajMedia.pl

Czy routery mogą być seksi? Czy można sprawić, żeby myślały o nich tysiące maniaków technologii? Raczej nie, one mają działać i TP-Link MR400 właśnie do pracy się nadaje!

Na początku tego tekstu, muszę się do czegoś przyznać. O router TPLink Archer MR400 do testów poprosiłem, ponieważ od operatora dostałem Huawei’a B525 i chciałem sprawdzić czy moje rozwiązanie „daje radę” na tej półce cenowej. Obydwa sprzęty kosztują jakieś 600 złotych, więc spokojnie mogłem założyć, że będą to godni siebie rywale.

Routery są mało seksi… i ten tego nie zmienił

Cholera, wstyd się przyznać, ale jestem dość leniwym blogerem i coś musi mnie zainteresować, żebym przyjrzał się temu od każdej strony. Ten router tego nie zrobił, ale to nie jego wina. Żaden inny znany mi sprzęt sieciowy by tego nie dokonał. Routery są nudne jak flaki z olejem, one po prostu mają działać.

Tutaj muszę przyznać, że ten sprawdzał się tak jak tego oczekiwałem. Wyjąłem kartę z poprzedniego, włożyłem do TP-Linka, wkręciłem anteny, odpaliłem go, znalazłem sieć i podłączyłem się używając hasła na spodzie. Wszystko zajęło mi kilka minut.

Zrobiłbym to szybciej, ale musiałem znaleźć przejściówkę na dużą kartę SIM, ponieważ taki jest slot w MR400. Tak, w zestawie są odpowiednie nakładki, ale karta nieco wystawała i jej włożenie byłoby bardzo trudne. Wolałem nie siłować się z routerem, więc wziąłem przejściówkę ze starej karty i wszystko było w porządku. Małym minusem jest również fakt, że nie ma w tym modelu „sprężynki” odbijającej kartę, gdy się ją chce wyjąć. Trzeba ją po prostu wyciągnąć, co nie należy do super łatwych gdy ma się takie grube palce jak ja.

Ogólnie, to prawie zapomniałem, że zmieniłem router!

I to jest jego najlepsze rekomendacja. Tak wiem, że można skonfigurować go bardziej, ale jeśli chodzi o takie produkty to jestem typowym użytkownikiem, który zaczyna grzebać dopiero jak coś nie działa. Tutaj wszystko śmigało przez całe dwa tygodnie, więc kompletnie zapomniałem o zmianie.

No dobra, wyniki!

Część z Was pewnie przejechała przez powyższy tekst i tylko prychnęła z pogardą, ponieważ nie ma w nim żadnych konkretów, a jedynie moje wrażenia. Już się poprawiam!

Poniżej macie wyniki speed testu wykonanego na na tej samej sieci w odstępie kilku minut. W obydwóch przypadkach po lewej stronie macie TP-Linka Archera MR400, a po prawej jest Huawei B525. Najpierw sieć 2,4 GHz:

A teraz sieć 5 GHz, ponieważ obydwa produkty dają taką możliwość:

Ogólnie jak widać są to dwa bardzo do siebie podobne sprzęty, które różnią się szczegółami, a przeciętny użytkownik będzie z nich po prostu zadowolony. Jeśli chodzi o zasięg, to również nie zauważyłem między nimi dużych rozbieżności. Specjalnie udałem się do łazienki na sprawdzenie prasówki (no i to jest prawdziwy test!) i niezależnie od źródła internetu, wszystko ładowało mi się z podobną szybkością.

#NieZnamSięToSięWypowiem

Mówiąc uczciwie, nie znam się na routerach i ten test na pewno nie zadowolił maniaków wykręcania rekordów sieciowych, ale ja po wszystkim mogę powiedzieć jedno.

Gdybym potrzebowałbym takiego routera, bez wahania brałbym model TPLink Archer MR400.

No chyba, że akurat Huawei byłby tańszy to brałbym jego. W sumie to obydwa wybory będą świetne!


P.S. Muszę Was przeprosić za brak moich zdjęć w tym wpisie, ale ostatnio przez mój telefon trochę świrował i straciłem wszystkie fotki z danego okresu.

Bloguję od kilku lat, a po licznych perypetiach i dziesiątkach blogów zostałem Szklanym Samurajem. Piszę tu głównie o smartfonach, ale i inne technologiczne tematy nie są mi straszne.

Next Post